Ciąża jedynaczki.

Ciąża – jak sama nazwa wskazuje, łatwo nie będzie.

O dziecko staraliśmy się z mężem przez 5 miesięcy. Nie było nam łatwo ze względu na presję otoczenia.
Moi rodzice bardzo chcieli zostać dziadkami i przy każdej okazji dogryzali nam komentarzami typu: Chodźcie, my Wam powiemy jak się robi dzieci albo Kochanie, zróbmy sobie wnuka. Gdy raz znajoma zaszła w ciążę moja mama podeszła do mnie i powiedziała: Miałam Ci tego nie mówić, żeby nie było Ci przykro, ale wiem coś ważnego. Okazało się, że Olka jest w ciąży. Ale my się nie martwimy, bo zaraz będziemy się cieszyć Twoją ciąża. Sposób w jaki mi to przekazała spowodował, że przepłakałam pół nocy. Innym razem wzięła na ręce półroczną córeczkę swojej znajomej i z żalem w głosie powiedziała: Chciałabym już zostać babcią i mieć taką fajną wnuczkę.

Postanowiliśmy z mężem, że potrzebujemy trochę odpocząć od tego wszystkiego i wyjechaliśmy na kilka dni w góry. Zapomnieliśmy o wszystkich problemach, odstresowaliśmy się. Pojechaliśmy tam tylko we dwójkę, a jak się później okazało – wróciliśmy w trójkę. Kiedy dowiedziałam się o ciąży płakałam ze szczęścia, nasza radość była nie do opisania. Postanowiliśmy jednak nikomu nie mówić o ciąży dopóki nie potwierdzi jej lekarz. Nie mogłam się jednak powstrzymać i przekazałam tą dobrą wiadomość mamie, która również była najszczęśliwsza na świecie.

Wiedziałam, że moja mama będzie emocjonalnie podchodzić do mojej ciąży, ale nie spodziewałam się, że aż tak bardzo. Już na samym początku, kiedy mój maluszek miał zaledwie 3,5mm, moja mama chciała głaskać i całować mnie po brzuchu. Miałam wtedy ogromną ochotę odwrócić się i uciec. Bardzo nie lubiłam kiedy ktoś wyciągał ręce w moim kierunku, a już tym bardziej usta! Miałam do tego prawo i wszyscy to rozumieli…oprócz mojej mamy. Jeden raz powiedziałam jej, że nie lubię gdy ktoś głaska mnie po brzuchu i później dowiedziałam się, że tak jej się zrobiło przykro, że kilka dni płakała. Jedyną osoba, która mogła mnie głaskać i całować po brzuchu do woli był mój mąż. Nie przeszkadzało mi to wcale, a wręcz cieszyłam się na samą myśl, że wieczorem będziemy leżeć w łóżku i czekać na kopniaki.

Ciążę przechodziłam bardzo źle. Musiałam brać leki podtrzymujące i po nich moim miejscem zamieszkania stała się toaleta. Pierwszy raz zobaczyłam swoje maleństwo i usłyszałam bicie jego malutkiego serduszka na usg, które zostało mi wykonane w szpitalu, a trafiłam tam z powodu odwodnienia (częste wymioty).

Drugi trymestr był dla mnie najwspanialszy z całej ciąży. Chodziłam z dumnie wypiętym brzuchem, szczęśliwa i rozpromieniona ze świadomością, że pod moim sercem bije drugie serce. Jedyne co mi dokuczało, to fakt, że baterie szybko mi się rozładowywały, jak to mówił mój mąż i byłam bardzo, ale to bardzo wrażliwa. Raz rozpłakałam się jak dziecko, gdy kupiłam sobie frytki i wszystkie mi się wysypały, innym razem miałam łzy w oczach, gdy dowiedziałam się, że w domu nie ma arbuza, na którego tak strasznie miałam ochotę. 😏

Gdy wkroczyłam w trzeci trymestr zaczął mi dolegać ból kręgosłupa i żołądek. Znowu szpital stał się moim drugim domem (jeszcze trochę i zaczęli by mówić tam do mnie po imieniu). Powoli też zaczynałam myśleć o porodzie. Zdecydowałam się na poród naturalny (jeżeli będzie to możliwe) i bez żadnego znieczulenia. Moja mama była trochę innego zdania. Uważała, że może powinnam zapłacić sobie za cesarskie cięcie albo chociaż wziąć znieczulenie w kręgosłup, bo jak to mówiła: Nie wiesz co to za ból, a ja nie chcę, żeby moje dziecko cierpiało. Całe szczęście jej nie posłuchałam, ale o porodzie innym razem.

Podczas całej ciąży moja rodzina była wszystkim bardzo przejęta. Wszyscy, a zwłaszcza moja mama, chcieli zdjęcia z usg, zdjęcia mojego brzucha, pytali o moje samopoczucie, które niestety przez większość czasu było złe. Czułam, że mam w nich wsparcie i to mnie bardzo cieszyło. Słuchałam wielu rad, choć często wiedziałam, że i tak zrobimy z mężem po swojemu. Moja mama chciała się we wszystko wtrącać i być ze mną na okrągło. Gdy opuszczała mój dom oddychałam z ulgą. Cieszyłam się, że jest zaangażowana w ciążę, ale czasami potrzebowałam zaczerpnąć świeżego powietrza i się od niej uwolnić. Nie byłam rozkwitającym kwiatem i nie miałam iskierek w oczach. Mówili, że dziecko mi to wszystko wynagrodzi i rzeczywiście tak się stało. Promyczek, którego brakowało podczas ciąży, pojawił się zaraz po porodzie w postaci mojego syna i wiem, że warto było męczyć się tak 9 miesięcy, bo mam teraz przy sobie (drugiego obok męża) najwspanialszego mężczyznę na świecie.

Jestem pewna, że moja ciąża, jako ciąża jedynaczki, zdecydowanie różniła się od ciąży kobiety, która ma rodzeństwo. Przez nadwrażliwość mojej mamy i strach przed tym, że ją czymś urażę, nie czułam się w jej towarzystwie swobodnie. Nie chciałam też, aby wtrącała się w poród, w to jak będzie przebiegał i kto przy mnie w tych ważnych chwilach będzie. Ostatecznie postawiłam na swoim i niczego nie żałuję. Szkoda mi tylko, że nie mogłam swobodnie mówić o tym co mnie drażni i na każdym kroku musiałam pilnować się, aby nie uciec z moim brzuchem jak najdalej się da.

 

Odnajdź mnie na Facebooku i bądź na bieżąco ze wszystkimi aktualnościami – Jedynaczka. 🙂

Dodaj komentarz